wtorek, 18 kwietnia 2017

Miałam dzisiaj rozmowę kwalifikacyjną.
Pracy szukam już dość długo, ale bez stresu, ponieważ
a) pracuję trochę w szkole, więc coś tam zarabiam
b) jestem ubezpieczona przez niemiecki urząd pracy, dzięki temu nie muszę się martwić jak jestem chora
c) z racji bycia młodą kobietą z zagramanicy, przysługuje mi prawo do zasiłku.
Dzięki temu wszystkiemu miałam dość spory komfort psychiczny i żadnej presji w stylu 'omg, muszę znaleźć pierwszą lepszą robotę, jakaby nie była' i mogłam na spokojnie przeglądać oferty. Niestety, często bywało tak, że jak już mnie coś zainteresowało, to albo nie była to praca gwarantująca ubezpieczenie (poniżej 450 euro miesięcznie), albo ja nie byłam dla pracodawcy wystarczająco niemiecka.
Jakiś czas temu znalazłam ogłoszenie w h&m i stwierdziłam 'a co mi tam'. Praca na mniej więcej 12 godzin tygodniowo - dla mnie idealnie, bo ja robię tyle przeróżnych rzeczy, że absolutnie mi to nie przeszkadza - ważne, że jest ubezpieczenie. Podoba mi się różnorodność zadań, a nawet jeśli jedyną rzeczą, którą będę robić to układanie ciuchów, to i tak spoko - bo ja po prostu bardzo lubię przebywać w h&m. Nie wiem skąd to się bierze, ale zwyczajnie dobrze się tam czuję, mimo że wcale nie lubię robić zakupów ani łazić po sklepach.
Wracając do rozmowy - razem ze mną obecna była również inna dziewczyna i wspólnie zaproszone zostałyśmy do pokoju przesłuchań. Starałam się nie denerwować i powtarzać w myślach, że właściwie, to nie zależy mi na tej robocie - wtedy serce nie bije mi tak przerażająco szybko i staję się bardziej wyluzowana. Rozmowa przebiegała bardzo przyjemnie, ale cały czas miałam świadomość, że cokolwiek powiem, to ta druga dziewczyna zawsze będzie miała nade mną jedną znaczącą przewagę - jest rodowitą Niemką, co znaczy, że rozumie wszystko w stu procentach i potrafi jasno się wysłowić. Trochę się tym martwiłam, do pewnego momentu. Bo kiedy tak jej słuchałam, uświadomiłam sobie, że to ja! Młodsza o 8 lat i masę doświadczeń. Każda jej odpowiedź była grzeczna, ale pusta, dokładnie taka, jaka wydawało jej się, że powinna być. Osiem lat temu mówiłabym to samo, co ona teraz, starając się wywrzeć jak najlepsze wrażenie będąc jednocześnie bardzo zachowawczą. Poczułam w środku niesamowitą radość i wdzięczność, że tak bardzo się zmieniłam i to dodało mi nieco animuszu (chociaż nie było ze mną aż tak źle ;p). Bo teraźniejsza ja wie, że nie musi na siłę się nikomu przypodobać i ma odwagę wygłaszać swoje opinie, ale potrzebowałam czasu, żeby się tego nauczyć.
Pracę dostałam (zadzwonili do mnie pół godziny po rozmowie)  i cieszę się, ale jednocześnie trochę nie mogę w to uwierzyć, bo, rzecz jasna, o pracę ubiegało się więcej niż dwie osoby :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz