czwartek, 8 sierpnia 2013

you'll marry a music man

- Sorry, this coke is flat. 
Grzecznie zabieram szklankę, odkręcam nową butelkę coli, nalewam colę do szklanki i podaję ją klientowi z przemiłym uśmiechem.
- Sorry, it's still flat. - Westchnienie cierpiącego - Can I just have an orange juice?

Sorry jest najczęściej powtarzanym słowem, ale szybko nauczyłam się, że nie ma ono nic wspólnego ani z przeprosinami, ani z byciem miłym. Powiedzmy, że to taki delikatny wstęp do tego, aby powiedzieć ci, że jesteś kretynem, albo że zrobiłeś coś źle. Ja, z racji bycia chodzącą kelnerską katastrofą, a także dlatego, że wiele nazw jest dla mnie nowych, słyszę je niemal bez przerwy.

Czasem, kiedy ktoś pyta mnie o dania dnia, których włoskie nazwy widnieją na tablicy, z niewzruszoną miną wciskam ludziom kit, że maiale to małże, modląc się w duchu, żeby podzielali mój wstręt do frutti di mare i nie zamówili tego dania. Wyobraźcie sobie minę kogoś, kto spodziewa się małży, a dostaje wieprzowinę. Hahaha. Byłabym najgłośniej śmiejącą się osobą w restauracji. A nie, byłabym jedyną śmiejącą się osobą w restauracji.


16 komentarzy:

  1. Ichtyo, jesteś bardzo dzielna i cieszę się,że jeszcze nie oszalałaś jako kelnerka wśród tłumu nadąsanych klientów. Cieszy mnie też fakt, że spacery dodają Ci sił, i Twój uśmiech też jest przyjemny dla oka.
    Walcz i się nie poddawaj, ja Ci kibicuję, i myślę,że nie tylko ja.

    OdpowiedzUsuń
  2. dałabym Ci spory napiwek, gdybyś tak zrobiła :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli ja byłabym w tej sytuacji i znałabym sytuację... śmiałabym się z Tobą :D
    Powodzenia w pracy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja lubię frutti di mare. To takie burżuazyjne :D

    OdpowiedzUsuń
  5. spacery po wiochach! ♥ uroczy mostek :)
    we Francji jest to samo - "désolé" to ulubione słowo wszystkich, powtarzane z przekąsem lub nawet ironią... żadne tam przeprosiny :D

    trzymaj się w tym Swindon!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli mnie powiedziałabyś, że to małże, na pewno bym nie zamówiła i byłabyś uratowana. :)
    Czaple? Super!

    OdpowiedzUsuń
  7. Powodzenia z resztą nadąsanych klientów:)
    Świetnie wyglądasz na ostatnim zdjęciu!

    OdpowiedzUsuń
  8. wiem, podzielam Twoje zdanie! ale przysięgłam sobie, ze nie będę pisać dziennikowego smęcenia na blogu - jestem w tej knajpie. piję 4 piwo. jestem drunk. h3h3h3. Leo mnie kocha.
    napiszę później osobne wywody, nie martw się! kwintesencja musi być!!jeden

    OdpowiedzUsuń
  9. Też bym chyba śmiała się okropnie XD Powodzenia z klientelą! :D
    Zdjęcia bardzo ładne :D

    OdpowiedzUsuń
  10. ojej, jakie przeżycia. No tak, uwielbiam czytać te twoje posty - są jak małe opowiadanka. A te zdjęcia z uszkami są super. pozdrawiam jak zawsze cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  11. Super, im nas więcej tym lepiej :) oprócz biegania są też tam dodane inne dyscypliny - nawet chodzenie :) Każdy znajdzie coś dla siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam czasu gadać z bogami, oglądałam widoki. Mitologi czy innych tego typu książek nawet patykiem bym nie tknęła chyba teraz, bo aż mnie na wymioty bierze... trafiłam na przewodniczkę z pasją, która co chwilę wplatała "Zeus to..., Zeus tamto..." aż się niedobrze robiło od tych jej opowieści, wcale mnie to nie interesowało, ludzi chyba też nie xD

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow, nieźle...
    Ślicznie wyszłaś na tym ostatnim zdjęciu <3.

    OdpowiedzUsuń
  14. ludzie potrafią być okrutni ;/ nie martw, się karma wraca :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hahahaha, kelnerska katastrofa? skąd ja to znam ? rzuciłam tę pracę, dobrze że była tylko wakacyjną :D

    +zdjęcia, które dodałam nie pójdą na konkurs, są tylko z konkursowej sesji :) a ostatnie zdjęcie niech pozostanie owiane tajemnicą :D

    OdpowiedzUsuń