Wiecie co jest najgorsze w byciu singlem (kurde, nie lubię tego słowa)? To, że tyle kosztuje.
Jasne, mogłabym siedzieć w domu i leczyć moje złamane serce leżąc w łóżku 24 godziny na dobę - wtedy byłoby taniej, wręcz darmowo - ale, kurczę, tak chyba nie uleczę złamanego serca. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że przecież to ja zerwałam (bad, bad Luta), ale chwilę potem to ja dostałam kosza od kogoś innego - cudowna ironia losu, he he ;) Za to naprawdę kocham moje życie.
Staram się nie załamywać, a do tego potrzebuję dużo wina, papierosów, jedzenia i picia na mieście. To, jak wiadomo, kosztuje. Jest jeszcze muzyka - całe szczęście za niecałe dwa tygodnie koncert Simple Minds w Pyrlandii (bilet mam już chyba od wieków), w tym dniu moje życie na pewno będzie piękniejsze :-)
Koncert lekiem na zło wszelakie <3
OdpowiedzUsuń