Całą sobotę spędziliśmy w jedyny słuszny sposób - leżąc i spacerując po plaży, pogodę mieliśmy idealną.
W czasie tej wycieczki poznaliśmy całą masę przemiłych, pomocnych ludzi, ale nikt nie pobije pana Olafa. Otóż, powrót do Poznania zaplanowaliśmy na sobotę, już wcześniej kupiliśmy bilety na pociąg o 23 (i wydaliśmy na to nasze ostatnie pieniądze). Tak się złożyło, że nie wracaliśmy sami, ale z dwójką innych ludzi, których poznaliśmy tego samego dnia i którzy wcale nie byli z Poznania, ale tak nam się dobrze spędzało czas, że postanowili jechać z nami. I razem z tą dwójką przegapiliśmy ostatni tramwaj, który w ten sobotni wieczór miał nas zawieźć pod dworzec kolejowy i rozpaczliwie próbowaliśmy złapać taksówkę. Jak się można domyślić, akurat żadna nie chciała się zatrzymać, a czas nas gonił. Wtedy pan Olaf zatrzymał się na środku ronda, spytał dokąd chcemy jechać i powiedział, że chociaż trochę mu nie po drodze, zawiezie nas na dworzec. Proponował nam nawet, że kupi coś do jedzenia i picia, ale szczerze mówiąc, nie było na to czasu. Pan Olaf był bardzo rad z naszego towarzystwa i przyznał nawet, że to jedna z najfajniejszych rzeczy, jaka przytrafiła mu się w jego samochodzie. A my dzięki niemu nie spóźniliśmy się na pociąg :)


Ciekawa majówka, takie spontany są najlepsze ;)
OdpowiedzUsuńja tez mialam bardzo udana majowke , chociaz na taka wogole sie nie zapowiadala.;)
OdpowiedzUsuńSama nigdy nie jechałam stopem ale wygląda, że to fajna sprawa. :)
OdpowiedzUsuńzajebisty plan! uwielbiam takie akcje :3 ja chcę pocisnąć właśnie gdzieś stopem niedługo. pozdro dla Pana Olafa!
OdpowiedzUsuńMyślałam, że takich ludzi już nie ma ;)
OdpowiedzUsuń