czwartek, 4 sierpnia 2016

Chyba się starzeję, sama już nie wiem. Zauważyłam, że ostatnimi czasy nie mogę, no nie mogę na spokojnie przeglądać internetów. No nie idzie, bo mnie cholera jedna z drugą biorą.
Dzięki fejsbukowi zapoznałam się dziś ze sprawą urażonej pani, której to ponoć zabroniono dziecię piersią nakarmić w restauracji. W komentarzach? Lament. Tych lepszych, karmiących, co to takie samolubne nie są i własne życie dla dobra narodu poświęcają na bycie matką. Prócz lamentu nie brak i wyzwisk autorstwa tych gorszych, samolubnych, co to zapewne z mlekiem matki nie wyssali nic, bo nie dane im było. Odpowiedziami na nieliczne rozsądne i wnoszące do dyskusji coś nieco ponad barwne inwektywy komentarze są jedynie dalsze wyzwiska i weź tu pan z takim rozmawiaj. No nie da się.
Może jesteście ciekawi, co o tym sądzę. Chociaż pewnie znając mój stosunek do dzieci, nie musicie zastanawiać się nad odpowiedzią. Abstrachując jednak od tego co o posiadaniu dzieci sądzę, uważam, że cała ta akcja to niestety jakaś kolejna bezsensowna gównoburza mająca na celu...? No właśnie. Dobro matek karmiących? He, he, dobre sobie.
Kiedy wybieram się do restauracji (uwaga, może niektórych to zszokuje, ale McDonald's restauracją bynajmniej nie jest) to chcę miło spędzić czas. Oczekuję dobrej obsługi (tu jestem trochę spaczona po wszystkich latach pracownia w gastronomii), ładnie podanych i smacznych dań (to też może kogoś zszokować: odgrzanie zamrożonych tortellini gotowaniem nie jest, a takie właśnie cudo ostatnio podano mi we włoskiej restauracji) i przyjemnej atmosfery. Do restauracji chodzi się po to, żeby zjeść, ale nie tylko i biada wszystkim restauratorom, którzy zważają jedynie na ten aspekt! Jeśli komuś zależy na tym, żeby jak najszybciej się nażreć i nie zwracać uwagi na otoczenie, to myślę, że jasnym jest gdzie można się stołować. Ja, idąc do restauracji, mam nadzieję, że nie zapokoję jedynie głodu. Lubię sobie popatrzeć na ładne wnętrza, ucho lubi miłe melodie, dobrze jest mieć również pod ręką kogoś, z kim można porozmawiać. Do ładnych widoków nie należą ani umorusane sosem pomidorowym dziecięce buzie (dorosłe zresztą też nie, ale przyjmuję, że większość dorosłych wie jak posługiwać się sztućcami i do czego służy serwetka), ani brudne paznokcie kelnerki, ani zmieniana na stole pielucha ani wywalony do karmienia cycek. Do miłych dźwięków nie należy ani mlaskanie sąsiada, ani przeklinanie kucharza, ani odgłos spłuczki dochodzący z toalety, ani kwilące dziecię.
Na żadne z wyżej wymienionych nie mam najmniejszej ochoty podczas jedzenia posiłku. Przed i po również nie.
Grunt to umiejętność odpowiedniego zachowania się. Jeśli ich to nie krępuje, niechże sobie te kobiety karmią piersią publicznie - ale bardzo proszę, by się chociaż odrobinę zasłoniły. Tylko tyle, bo staram się być wyrozumiała, ale każdy człowiek - i ja, i ta matka - ma swoje prawa. Ja mogę odwrócić wzrok, ale czasem bywa i tak, że widok mamy tuż przed oczyma i co wtedy? Udawać, że mnie to nie brzydzi (a jestem z tych, których to brzydzi)? Czy też może zwrócić mój posiłek?
Rozumiem, że matka, która ciągle musi siedzieć w domu z dzieckiem (pytanie: jeśli decyzja o dziecku była świadoma, to sądzę, że powinno być to raczej przyjemnością a nie udręką, nieprawdaż?) ma od czasu do czasu ochotę zmienić nieco otoczenie i chwała jej za to, bo siedząc z dzieckiem 24 godziny na dobę łatwo zapomnieć, że świat nie obraca się wokół potomstwa, a im dłużej tkwi się w tym złudzeniu, tym cięższe zderzenie z rzeczywistością. Fajnie, bo jeśli rodzice są kapujący, to dziecko na tym jedynie skorzysta - może spróbuje czegoś nowego, a jeśli nie ma odwagi na zjedzenie czegoś innego niż dziecięce spaghetti z nuggetsami, to przynajmniej ma szansę nauczyć się jak zachowywać się wśród innych ludzi.
No, ale nad tym trzeba troszkę popracować, a nie wszystkim się chce. Lepiej zaskarżyć bogu ducha winnego restauratora, że nie był wystarczająco uprzejmy dla dziecka et violà.


1 komentarz:

  1. Na żadne z wyżej wymienionych nie mam najmniejszej ochoty podczas jedzenia posiłku. Przed i po również nie. idealnie ujęte. pewnie Cię nie zdziwi, że mam tak samo.
    jestem kelnerką, mam czyste paznokcie, ale czasem dostaję kurwicy jak widzę, jak się niektórzy goście zachowują.
    a gównoburze w internecie są bezsensowne, ale są, bo ludzie nie mają się czym zająć, więc chociaż się mogą pokłócić online...

    OdpowiedzUsuń