poniedziałek, 15 sierpnia 2016

wracam do regularnego pisania

Jedną z rzeczy, które bardzo lubię w moim życiu to nieprzewidywalność.
Nieprzewidywalność ma swoje dobre strony. Złe też. Tych złych może nawet więcej, co nie uchodzi uwadze mojej mamy, cóż jednak począć w sytuacji, kiedy człowiekowi po prostu wygodnie tak żyć?

Rutyna niemiłosiernie mnie nudzi. Z reguły podziwiam ludzi, którzy prą przez życie konsekwentnie odhaczając kolejne punkty na liście zaplanowanych rzeczy do zrobienia. Podziwiam, bo zdaję sobie sprawę, że, mimo najszczerszych chęci, ja bym tak nie potrafiła. Nie to, że nie jestem zorganizowana. Jak chcę to jestem. Lubię też tworzyć listy. Ale takie zaplanowane i przewidywalne życie nie niesie za sobą tylu wyzwań, ilu pragnę.

Tak też odkąd wyprowadziłam się z domu rodzinnego nie posiadam stałego adresu zamieszkania, nie mówiąc już o stałej pracy. Z reguły nie wiem, co będę robić dnia kolejnego, i nie - nie przeraża mnie to. Czasem zastanawiam się jak znalazłam się w miejscu, w którym aktualnie przebywam i zawsze stwierdzam z satysfakcją, że nigdy nie byłabym w stanie tego przewidzieć.

Nigdy na przykład nie przypuszczałabym, że będę mieszkać w Niemczech i uczyć grania na perkusji w szkole podstawowej.

Chyba chodzi o to, żeby udowodnić samej sobie, że - jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało - nie ma rzeczy niemożliwych. Nie cierpię, kiedy ludzie reagują na jakiś pomysł tak:
- Japonia? Niby skąd weźmiesz pieniądze?
Lub tak:
- Niemcy? Przecież nie znasz języka...
Lub tak:
- Nie znam nikogo, kto by tak zrobił.
Lub tak:
- Tak bez stałej pracy?
W zasadzie przykładów podobnych reakcji mnożyć mogę bez końca, ale moja odpowiedź jest zawsze do bólu przewidywalna:
- Dlaczego nie?

1 komentarz:

  1. tak bardzo to znam. mnie ludzie pytają, czemu pracuję w knajpie na Malcie, skoro mogłabym być architektem wnętrz w Paryżu. jezu, bo chcę. dajcie mi żyć.
    super szanuję Twoje przygody i powrót do pisania :D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń