Kiedy miałam jakieś 13 lat i byłam w pierwszej klasie gimnazjum zaczęła się moda na posiadanie telefonu komórkowego. Nikt nie wiedział po co trzynastolatkom własny telefon (i nikt nie wie tego do dziś), ale kto by się tym przejmował, wszak kto bogatemu zabroni? Bardzo szybko wszystkie dzieciaki w mojej klasie mogły pochwalić się własną komórką (to były czasy, kiedy żart z narysowaniem 'komórki' na sprawdzianie z biologii był jeszcze śmieszny) i ja też dostałam swoją. Najważniejszą rzeczą w komórce były oczywiście gry i nasze telefony traktowaliśmy właściwie jak tamagotchi z funkcją wysyłania esemesów/odbierania telefonów od mamy. Smsy były wtedy o wiele bardziej kosztowne niż dzisiaj, więc nikt nie wysyłał ich bez potrzeby, bo po co marnować kasę, ale ja nie byłabym sobą gdybym tego nie zrobiła, więc mojego pierwszego smsa o jakże skomplikowanej treści 'Hej' (czy coś równie durnego) wysłałam pod zupełnie nieznany, lecz zabawny numer. Wpisałam po prostu coś w tylu 505122222 (nie wiedziałam nawet czy taki numer istnieje) i wysłałam. Jakie było moje zdziwienie kiedy ktoś mi odpisał! I tak jakoś wyszło, że zaczęliśmy wymieniać się smsami. Dziś nie pamiętam już kompletnie o czym wtedy pisaliśmy, ale wtedy czułam się niesamowicie fajnie, że ktoś zupełnie obcy i starszy ode mnie ma w ogóle ochotę ze mną pisać. Później wymieniliśmy się adresami, bo mój nowy znajomy chciał wysłać mi płytę i wiedziałam, że z moją mamą to nie przejdzie, dałam mu więc adres koleżanki z klasy. Płyta przyszła, bez żadnej innej podejrzanej zawartości, ale jak tylko moja mama zobaczyła, że mam nową płytę, zaczęły się niewygodne pytania (moja mama należy do gatunku osób, które obsesyjnie kontrolują dosłownie WSZYSTKO i zapewne jest to też jeden z powodów, dla których mieszkam w innym kraju). No i przez moją mamę kontakt się urwał. Dziś pamiętam tylko, że mój znajomy miał na imię Tomek i mieszkał w Krapkowicach. Czasem trochę o nim myślę i słucham sobie płyty, którą mi wysłał (i którą tak w ogóle bardzo lubię).
Matki takie są. Jeśli będę miała możliwość wyprowadzki, skorzystam z niej. Swój pierwszy telefon dostałam w wieku 14 lat i również zdarzało mi się wtedy wysyłać esemesy do zupełnie obcych, przypadkowych ludzi. I tak, była to niezła zabawa :D
super historia. serio. na początku poczułam zew podstawówki, kiedy faktycznie telefon służyły do tego, żeby na nich grać i ewentualnie odbierać od mamy... jaram się, że spontanicznie nawiązałaś znajomość z Tomkiem i jeszcze dostałaś od niego płytę. pozytywny akcent w morzu nieporozumień z wrong number.
Swój pierwszy telefon, a raczej cegłofon, dostałam w 3 klasie podstawówki kiedy jechałam na zieloną szkołę 2005 rok ? jakoś tak. Mama wygrała go w rmfie w konkursie i była przeszczęśliwa bo miałam tam gre węża, a z tyłu diodę z delfinkiem, która świeciła na różne kolory kiedy ktoś dzwonił. Pamiętam frajdę z dzownienia np do brata do pokoju obok albo właśnie wysyłanie smsów - strasznie drogich! na obce numery. Rodzice się denerwowali, a ja albo nie dostawałam odpowiedzi, albo 'to pomyłka'. Fajnie, że udało Ci się trafić na takiego Tomka :D A dzwonienie do brata do pokoju obok zostało mi do dzisiaj i czasami kiedy nasze lenistwo sięga zenitu, to tak właśnie do siebie dzwonimy - mama też to od nas złapała :P
Matki takie są. Jeśli będę miała możliwość wyprowadzki, skorzystam z niej.
OdpowiedzUsuńSwój pierwszy telefon dostałam w wieku 14 lat i również zdarzało mi się wtedy wysyłać esemesy do zupełnie obcych, przypadkowych ludzi. I tak, była to niezła zabawa :D
super historia. serio. na początku poczułam zew podstawówki, kiedy faktycznie telefon służyły do tego, żeby na nich grać i ewentualnie odbierać od mamy... jaram się, że spontanicznie nawiązałaś znajomość z Tomkiem i jeszcze dostałaś od niego płytę. pozytywny akcent w morzu nieporozumień z wrong number.
OdpowiedzUsuńSwój pierwszy telefon, a raczej cegłofon, dostałam w 3 klasie podstawówki kiedy jechałam na zieloną szkołę 2005 rok ? jakoś tak. Mama wygrała go w rmfie w konkursie i była przeszczęśliwa bo miałam tam gre węża, a z tyłu diodę z delfinkiem, która świeciła na różne kolory kiedy ktoś dzwonił. Pamiętam frajdę z dzownienia np do brata do pokoju obok albo właśnie wysyłanie smsów - strasznie drogich! na obce numery. Rodzice się denerwowali, a ja albo nie dostawałam odpowiedzi, albo 'to pomyłka'. Fajnie, że udało Ci się trafić na takiego Tomka :D
OdpowiedzUsuńA dzwonienie do brata do pokoju obok zostało mi do dzisiaj i czasami kiedy nasze lenistwo sięga zenitu, to tak właśnie do siebie dzwonimy - mama też to od nas złapała :P