poniedziałek, 3 października 2011

strzeż się pana Mariana

Nie jestem w stu procentach pewna, czy imię pana Mariana to Marian, aczkolwiek akurat ono pasuje mu najbardziej. Często mam okazję obserwować pana Mariana. Pan Marian ma około sześćdziesięciu lat. Broda pana Mariana rzadko kiedy jest przycinana i zwykle zakrywa dużą część jego twarzy. Jeśli chodzi o styl ubierania się, to pan Marian preferuje styl na 'nonszalanckiego żula'. Wszystko co nosi, jest bardzo przemyślane, i choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać inaczej, cały ten miszmasz jaki ma na sobie tworzy spójną całość. Założę się, że pan Marian na długo przed wyjściem do pracy przymierza najróżniejsze elementy garderoby w tym właśnie celu, aby każdy myślał, że pan Marian wygląda tak od niechcenia. Taki z niego spryciarz.
Pan Marian pracuje w mojej okolicy. Mówiąc ściślej - przed moją kamienicą, co ułatwia mi jego obserwację, wystarczy bowiem tylko, że wyjdę na balkon i już mogę swobodnie patrzeć na jego poczynania. Praca pana Mariana jest niezwykle stresująca, co usprawiedliwia to, że pan Marian już od rana pociąga z piersióweczki - w końcu musi się jakoś rozluźnić. Jesteście pewnie niezwykle ciekawi, czym to zajmuje się pan Marian w pracy. 
Pan Marian pojawia się przed kamienicą już o świcie. Wtedy jest dużo wolnych miejsc na parkingu i pan Marian może spokojnie je zająć. Kiedy już wolne miejsca parkingowe są 'zaklepane', pan Marian przechodzi do kolejnego etapu - błądzi wzrokiem po przejeżdżających samochodach, aby wypatrzyć pechowców, którzy muszą zatrzymać się przed moją kamienicą. Następnie podchodzi (lub podbiega) do kierowcy i proponuje mu zatrzymanie się na miejscu parkingowym, którego, on, we własnej osobie, pilnował już od świtu. Niektórzy mają jeszcze na tyle oleju w głowie, aby grzecznie podziękować i szybko odjechać nieco dalej, są jednak tacy, którzy parkują na wskazanym przez pana Mariana miejscu. 
Jeśli zdecydują się na taki krok mają dwa rozwiązania. Pierwsze (rozsądniejsze) oznacza wręczenie panu Marianowi pieniędzy za to, że był łaskaw wskazać wolne miejsce. Dzięki temu pan Marian może udać się do sklepu po kolejną porcję odstresowywacza, a kierowcę zostawia w spokoju. Drugie (tragiczne w skutkach) wybierane jest przez mniej liczną grupę. Do grupy tej zaliczają się kierowcy, dla których dawanie kasy za to, że ktoś pokazuje im doskonale widoczne wolne miejsce parkingowe jest czystym absurdem (lub też spotykają pana Mariana po raz pierwszy na swej drodze). Próbują odpędzić pana Mariana, który, faktycznie, znika gdzieś za krzakami dając kierowcom fałszywe poczucie wygranej. Kiedy jednak kierowca oddali się znacznie i zajmie się swoimi sprawami, całkowicie zapominając o samochodzie, pan Marian przystępuje do ataku. Pan Marian wie, jak skutecznie zemścić się na osobie, która odmówiła zapłaty za jego ciężką pracę. Rozwiązanie banalne w swej prostocie, aczkolwiek dające niemałą satysfakcję - nie ma to jak rysa na lakierze.
Nie muszę chyba opisywać reakcji kierowców, którzy nagle odkrywają szpecący dodatek na swych samochodach. Niestety, pan Marian, który - jestem o tym święcie przekonana - ma wśród    swoich znajomych ksywę 'zamaskowany mściciel', wsiąka jak kamień w wodę. Pozostaje zapakować resztki godności do auta i odjechać, w duchu przeklinając pana Mariana.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz