Wczoraj byłam na jakiejś kretyńskiej walentynkowej imprezie na mojej uczelni. Poszłam tam tylko po to, żeby zgarnąć nagrodę za wygraną w konkursie na najlepsze ciasto, okazało się jednak, że niepotrzebnie się w ogóle męczyłam z pieczeniem, bo głosy i tak się pomieszały i wygrał zupełne kto inny, he he.
Ku mojemu zdziwieniu pojawiło się tam całkiem sporo osób, nie było więc problemu, żeby potem iść z kimkolwiek na piwo. Fajno było. Chora jestem znowu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz