Bob jest człowiekiem cokolwiek zagadkowym.
Eeee, ymmm, uuo, what was I... Aaaaah!
Nie sposób stwierdzić co chodzi mu po głowie; być może właśnie zastanawia się nad jakimś niezwykłym użyciem słówka 'peruse' albo też wynajduje argumenty potwierdzające tezę, iż rząd powinien wprowadzić tax for those who graduated. Równie dobrze może dumać o swoim synku, który ze łzami w oczach spogląda na niego i prosi, żeby wyszli pograć w piłkę na śniegu. A może jego myśli nawiedzają rącze konie, które w złowieszczym pędzie rozjechały kogoś na śmierć?
Zawsze mnie zastanawia, czy Bob właściwie zdaje sobie sprawę z tego, że praktycznie każde jego słowo, a już na pewno wszystkie jego westchnięcia, wywołują wśród studentów salwy nieudolnie tłumionego śmiechu. Zaiste, ciężko zachować powagę w sytuacji, gdy Bob przez pięć minut pogrąża się w czymś na miarę letargu i z jego ust wydobywają zbitki jakichś przedziwnych sylab. Choć wydawałoby się to niemożliwe, do niego wtedy w ogóle nie dociera to, co dzieje się wokół. Nic a nic.
Zastanawiające jest również to, ile jeszcze niesamowitych słówek Bob nam zaprezentuje. Jak do tej pory mym faworytem jest już wspomniane wyżej peruse, chociaż z niecierpliwością czekam na godnego następcę, a pewnym jest, że Bob ma w zanadrzu niejedno intrygujące słówko. Może kiedyś, w ramach rewanżu, powinnam mu rzucić jakąś dezynwolturą, ciekawam, czy doceni me starania o poszerzenie jego zasobu słownictwa. Chociaż tak naprawdę nawet najdrobniejsze przypuszczenie, że Bob może nie znać jakiegokolwiek słowa w jakimkolwiek języku jest dość ryzykowne. Ot, cały on. Geniusz Wszechświata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz